Przez kilka sekund wpatrywałam się bez ruchu w te dwa słowa: Louise Brown. Potem wzięłam do ręki kopertę i usiadłam na łóżku. List napisany był ładnym, wyćwiczonym pismem.
Witaj w Domu Tajemnic!
Zostałaś pozbawiona wolności.Będziesz mieszkać tutaj do czasu, kiedy ukończysz odpowiednia ilość zadań i rozwiążesz wystarczająco dużo zagadek. Jeżeli będziesz grzeczna i nie będziesz sprawiała problemów czeka Cię nagroda, zaś za każde nieposłuszeństwo zostaniesz ukarana. Nie wolno ci prosić innych domowników o pomoc w rozwiązaniu zagadek i nie możesz takiej pomocy udzielić. Zabrania się wchodzić na czwarte piętro. Masz do dyspozycji bibliotekę, która znajduje się na pierwszym piętrze. Punktualnie o 7 rano zaczyna się śniadanie. Dostaniesz przydział obowiązków, które musisz wypełnić jeżeli nie chcesz dostać kary.
Życzymy miłego dnia
Szefostwo do Spraw Nadzoru
w Domu Tajemnic
-Wyborny żart -powiedziałam drżącym głosem- tylko odrobinę przydługi.- Opadłam na łóżko i wybuchłam niepowstrzymanym szlochem. Gdzie ja jestem? O co tu chodzi? Kiedy stąd wyjdę? Co to za Dom Tajemnic? Pytania szumiały mi w głowie, ale nie mogłam znaleźć na nie odpowiedzi. W końcu, kiedy już powstrzymałam płacz, podeszłam do szafy i otworzyłam ją z rozmachem. W środku były trzy identyczne szare sukienki. Zdjęłam jedną z wieszaka i przyjrzałam się jej dokładnie. Tani, niewygodny materiał, wywnioskowałam. Rzuciłam ją na łóżko i otworzyłam górną szufladę komody. Była w niej biała bielizna.
Sukienka strasznie drapała i cisnęła mnie w paru miejscach. Wyszłam z pokoju na mroczny korytarz. Po obu jego stronach było chyba z tuzin takich samych czarnych drzwi z gałkami. Między nimi wisiały na ścianach pochodnie rzucając niebieskawe światło. Z lewej strony wisiał obraz przedstawiający jakiegoś pana po czterdziestce o srogich rysach. Z prawej były schody prowadzące do góry i na dół. Wzięłam głęboki oddech i zapukałam do sąsiednich drzwi. Usłyszałam dźwięk upuszczanego długopisu, potem nastąpiła chwila ciszy, zadudniły kroki i w drzwiach pojawiła się blada twarz dziewczyny z długimi, czarnymi włosami. Jej oczy wyrażały strach i dziwienie jednocześnie.
-Kto ty?- spytała przeszywając mnie spojrzeniem.
-Jestem Louise. Louise Brown.- odpowiedziałam siląc się na spokojny ton.
-Nowa?- dopytywała się, a w jej oczach dostrzegłam ulgę. Kiwnęłam głową. -Więc o co chodzi?
-Eee, no, czy, eee- wybąkałam -No bo jestem tu nowa i po prostu nie wiem o co chodzi...-
Dziewczyna spojrzała na mnie ze zrozumieniem i pokiwała głową. Przez jej usta przeszedł cień uśmiechu.
-W porządku. Wiem jak to jest. Poczekaj, przebiorę się i pójdziemy razem na śniadanie.- Wskazała na koszule nocną i zniknęła za drzwiami. Całkiem miła, podsumowałam przenosząc ciężar ciała z nogi na nogę, bo bardzo dłużyło mi się czekanie. W końcu drzwi się otworzyły i z pokoju wyszła czarnowłosa dziewczyna. Zauważyłam, że ma niezdrowo wyglądającą cerę i nieco wyblakłe włosy, jakby nie dostarczała im wystarczającej ilości witaminy D. Ubrana była w tę samą szarą sukienkę co ja. Wyciągnęła ku mnie rękę i powiedziała:
-A tak w ogóle to jestem Alison Rokwood.- Uścisnęłam jej rękę i ruszyłyśmy w stronę schodów. Alison była ode mnie wyższa o kilka cali. Sprawiała wrażenie osoby, która kiedyś była pewna siebie i pogodna, ale nagle straciła prawie cały swój animusz.
-Długo tu jesteś?- spytałam. Wzruszyła ramionami.
-Nie wiem. Po tygodniu przestałam liczyć, ale myślę, że może ze dwa lata.- Zamarłam.
-Tak długo?- Posłała mi pełne politowania spojrzenie i odpowiedziała spokojnie:
-Tak, ale nie patrz tak na mnie Louise. To wcale nie jest tak długo. Niektórzy są tutaj naprawdę kupę czasu. Kiedyś wdałam się w rozmowę z Jimem i powiedział mi, że zamieszkał w Domu tajemnic mając dwanaście lat, a teraz ma szesnaście. To wszystko zależy od tego jak szybko rozwiązujesz zagadki. Musisz wiedzieć, że niektóre z nich to naprawdę twardy orzech do zgryzienia. -westchnęła. Znaleźliśmy się teraz na pierwszym piętrze. Alison zagłębiła się w korytarz. Wskazywała na wszystkie drzwi po kolei dodając krótkie opisy. -To jest łazienka. To jedno pomieszczenie, ale jest przedzielona na dwie części: damska i męska. Tutaj mieści się coś w rodzaju gabinetu lekarskiego. Kiedy coś ci dolega, masz kaszel, boli cię brzuch czy coś w tym rodzaju przychodzisz tutaj, oni dadzą ci jakieś lekarstwa i po krzyku. A to biblioteka -moje ulubione miejsce w całym Domu Tajemnic. Mają tu naprawdę imponujące zbiory książek. Na chyba wszystkie możliwe tematy. Jeżeli chcesz, możemy przyjść tu po śniadaniu.-Pokiwałam gorliwie głową, ponieważ uwielbiam czytać książki. -Wiesz, ja potrafię przesiadywać w bibliotece całymi dniami. -dodała i wskazała na drzwi obok- Tutaj jest jadalnia, a tam dalej kuchnia. Chodź, musimy coś zjeść.- Pchnęła czarne drzwi i weszłyśmy do dużego, prawie pustego pomieszczenia. Na samym środku stał długi drewniany stół nakryty białym obrusem. Oprócz krzeseł był to tutaj jedyny mebel. Przy stole siedziało kilku chłopaków i trochę więcej dziewczyn. Wszyscy skubali powoli swoje porcje jakiejś zielonej papki. Podeszłyśmy do okienka łączącego kuchnię z jadalnią i wzięłyśmy po talerzu ów papki.
-No cóż... Jedzenie nie jest tu za smaczne, to fakt, ale się przyzwyczaisz. A poza tym mówią nam wciąż, że to bardzo pożywne. Dziś groszek. - Dźgnęła widelcem swoje śniadanie z wyrazem głębokiej odrazy. Usiadłyśmy obok chłopaka z włosami barwy słomy.
-Cześć James.- powiedziała pogodnie Alison do chłopaka. Odwrócił ku niej swe bursztynowe oczy i mruknął "cześć". Zaczęłam jeść. To co moja nowa znajoma nazwała groszkiem z pewnością groszku nie przypominało. Smakowało raczej jak rozmokła kartka zabarwiona trawą na zielony kolor. Z trudem powstrzymałam się przed wypluciem tego czegoś z powrotem. Spojrzałam na innych. Teraz zauważyłam, że oni również jedli z odrazą. Starałam sobie wyobrazić, że to jajecznica na boczku, ale na niewiele się to zdało. Już chciałam zapytać Alison czy muszę to zjeść do końca, przecież w liście pisało, żebym zachowywała się grzecznie, a zostawianie jedzenia na talerzu mogło zostać uznane za niegrzeczne właśnie, ale spostrzegłam, że ona wpatruje się uporczywie w Jamesa, więc zapytałam co jej jest. Spojrzała na mnie i wzruszyła ramionami, ale przestała gapić się w chłopaka. Kiedy już skończyłyśmy śniadanie Alison powiedziała, że zanim pójdziemy do biblioteki musimy coś sprawdzić. Wstałyśmy od stołu, a ona powiedziała "no to do zobaczenia, James". Uniósł rękę w geście pożegnania nawet nie podnosząc głowy.
Sukienka strasznie drapała i cisnęła mnie w paru miejscach. Wyszłam z pokoju na mroczny korytarz. Po obu jego stronach było chyba z tuzin takich samych czarnych drzwi z gałkami. Między nimi wisiały na ścianach pochodnie rzucając niebieskawe światło. Z lewej strony wisiał obraz przedstawiający jakiegoś pana po czterdziestce o srogich rysach. Z prawej były schody prowadzące do góry i na dół. Wzięłam głęboki oddech i zapukałam do sąsiednich drzwi. Usłyszałam dźwięk upuszczanego długopisu, potem nastąpiła chwila ciszy, zadudniły kroki i w drzwiach pojawiła się blada twarz dziewczyny z długimi, czarnymi włosami. Jej oczy wyrażały strach i dziwienie jednocześnie.
-Kto ty?- spytała przeszywając mnie spojrzeniem.
-Jestem Louise. Louise Brown.- odpowiedziałam siląc się na spokojny ton.
-Nowa?- dopytywała się, a w jej oczach dostrzegłam ulgę. Kiwnęłam głową. -Więc o co chodzi?
-Eee, no, czy, eee- wybąkałam -No bo jestem tu nowa i po prostu nie wiem o co chodzi...-
Dziewczyna spojrzała na mnie ze zrozumieniem i pokiwała głową. Przez jej usta przeszedł cień uśmiechu.
-W porządku. Wiem jak to jest. Poczekaj, przebiorę się i pójdziemy razem na śniadanie.- Wskazała na koszule nocną i zniknęła za drzwiami. Całkiem miła, podsumowałam przenosząc ciężar ciała z nogi na nogę, bo bardzo dłużyło mi się czekanie. W końcu drzwi się otworzyły i z pokoju wyszła czarnowłosa dziewczyna. Zauważyłam, że ma niezdrowo wyglądającą cerę i nieco wyblakłe włosy, jakby nie dostarczała im wystarczającej ilości witaminy D. Ubrana była w tę samą szarą sukienkę co ja. Wyciągnęła ku mnie rękę i powiedziała:
-A tak w ogóle to jestem Alison Rokwood.- Uścisnęłam jej rękę i ruszyłyśmy w stronę schodów. Alison była ode mnie wyższa o kilka cali. Sprawiała wrażenie osoby, która kiedyś była pewna siebie i pogodna, ale nagle straciła prawie cały swój animusz.
-Długo tu jesteś?- spytałam. Wzruszyła ramionami.
-Nie wiem. Po tygodniu przestałam liczyć, ale myślę, że może ze dwa lata.- Zamarłam.
-Tak długo?- Posłała mi pełne politowania spojrzenie i odpowiedziała spokojnie:
-Tak, ale nie patrz tak na mnie Louise. To wcale nie jest tak długo. Niektórzy są tutaj naprawdę kupę czasu. Kiedyś wdałam się w rozmowę z Jimem i powiedział mi, że zamieszkał w Domu tajemnic mając dwanaście lat, a teraz ma szesnaście. To wszystko zależy od tego jak szybko rozwiązujesz zagadki. Musisz wiedzieć, że niektóre z nich to naprawdę twardy orzech do zgryzienia. -westchnęła. Znaleźliśmy się teraz na pierwszym piętrze. Alison zagłębiła się w korytarz. Wskazywała na wszystkie drzwi po kolei dodając krótkie opisy. -To jest łazienka. To jedno pomieszczenie, ale jest przedzielona na dwie części: damska i męska. Tutaj mieści się coś w rodzaju gabinetu lekarskiego. Kiedy coś ci dolega, masz kaszel, boli cię brzuch czy coś w tym rodzaju przychodzisz tutaj, oni dadzą ci jakieś lekarstwa i po krzyku. A to biblioteka -moje ulubione miejsce w całym Domu Tajemnic. Mają tu naprawdę imponujące zbiory książek. Na chyba wszystkie możliwe tematy. Jeżeli chcesz, możemy przyjść tu po śniadaniu.-Pokiwałam gorliwie głową, ponieważ uwielbiam czytać książki. -Wiesz, ja potrafię przesiadywać w bibliotece całymi dniami. -dodała i wskazała na drzwi obok- Tutaj jest jadalnia, a tam dalej kuchnia. Chodź, musimy coś zjeść.- Pchnęła czarne drzwi i weszłyśmy do dużego, prawie pustego pomieszczenia. Na samym środku stał długi drewniany stół nakryty białym obrusem. Oprócz krzeseł był to tutaj jedyny mebel. Przy stole siedziało kilku chłopaków i trochę więcej dziewczyn. Wszyscy skubali powoli swoje porcje jakiejś zielonej papki. Podeszłyśmy do okienka łączącego kuchnię z jadalnią i wzięłyśmy po talerzu ów papki.
-No cóż... Jedzenie nie jest tu za smaczne, to fakt, ale się przyzwyczaisz. A poza tym mówią nam wciąż, że to bardzo pożywne. Dziś groszek. - Dźgnęła widelcem swoje śniadanie z wyrazem głębokiej odrazy. Usiadłyśmy obok chłopaka z włosami barwy słomy.
-Cześć James.- powiedziała pogodnie Alison do chłopaka. Odwrócił ku niej swe bursztynowe oczy i mruknął "cześć". Zaczęłam jeść. To co moja nowa znajoma nazwała groszkiem z pewnością groszku nie przypominało. Smakowało raczej jak rozmokła kartka zabarwiona trawą na zielony kolor. Z trudem powstrzymałam się przed wypluciem tego czegoś z powrotem. Spojrzałam na innych. Teraz zauważyłam, że oni również jedli z odrazą. Starałam sobie wyobrazić, że to jajecznica na boczku, ale na niewiele się to zdało. Już chciałam zapytać Alison czy muszę to zjeść do końca, przecież w liście pisało, żebym zachowywała się grzecznie, a zostawianie jedzenia na talerzu mogło zostać uznane za niegrzeczne właśnie, ale spostrzegłam, że ona wpatruje się uporczywie w Jamesa, więc zapytałam co jej jest. Spojrzała na mnie i wzruszyła ramionami, ale przestała gapić się w chłopaka. Kiedy już skończyłyśmy śniadanie Alison powiedziała, że zanim pójdziemy do biblioteki musimy coś sprawdzić. Wstałyśmy od stołu, a ona powiedziała "no to do zobaczenia, James". Uniósł rękę w geście pożegnania nawet nie podnosząc głowy.